Jestem grafikiem. Dokładnie to web designerem, taka ładna angielska nazwa. Po polsku brzmiałoby to nieco dłużej - projektant stron internetowych. Też ładnie. Na nieszczęście tak się składa, że moja praca jest też moją pasją. Dlaczego na nieszczęście? Ano dlatego, że zbyt często mam do czynienia albo z klientami typu “żebrak” (zrób mi to panie jak najtaniej, a najlepiej za darmo), zbyt często każdy chce wszystko na wczoraj i nie rozumie, że dobry projekt wymaga czasu, zbyt często trafiam na chamów i buraków, którzy nie mają bladego pojęcia na czym polag moja praca lub po prostu klienci albo szefostwo nie mają za grosz gustu, a to się przekłada na to, że nie raz jest mi wręcz wstyd przyznać się do projektu. Wszystko to na raz wzbudza we mnie pewną frustrację, którą staram się wyładować na blogu. Mimo to lubię moją pracę. Nie, może inaczej. Staram się, aby moja praca nadal sprawiała mi satysfakcję.

A tak z życia prywatnego, to mieszkam sobie w Irlandii, kraju bardzo często dziwnym, kompletnie nielogicznym, ale pełnym pogodnych i miłych ludzi. Mam dziewczynę. Alicję. Ba! Narzeczoną! Tylko jakoś to zawarcie związku nam nie wychodzi. Nigdy nie ma na to czasu. Mieszkamy sobie razem od kilku lat. Oficjalnie to się nazywa konkubinat, ale że ona nie lubi być tak nazywaną, więc mówimy na siebie “partnerzy” lub po prostu “narzeczeni”. Lubimy się dobrze zabawić, ale i pobyć samemu. Uwielbiamy wycieczki z tym, że ja mogę jechać choćby zaraz, natomiast Ala musi wszystko zaplanować i w międzyczasie 5 razy zmienić zdanie. Jesteśmy kompletnymi przeciwieństwami, przez co ciągle się kłócimy. Nie, nie kłócimy się. Dyskutujemy i głośno argumentujemy swoje wypowiedzi. Kochamy się. Chyba…

Poza tym jestem strasznym gadżeciażem i na kolejne nieszczęście moje zabawki są zazwyczaj drogie, co przekłada się na kompletną nieumiejętność oszczędzania pieniędzy, a co za tym idzie w domu wysłuchuję stale “po co to znowu kupiłeś? Mało ci jeszcze zabawek?”. To właśnie dla ludzi takich jak ja zostały wymyślone kredyty.

Blog został stworzony po to, żeby nie wysyłać do wszystkich znajomych maila z tą samą treścia na zapytanie “Co u Ciebie słychać?”. Cieszę się jak ludzie o mnie pamiętają, ale jednak wole napisać co u mnie raz, a nie 20 razy.

Miłej lektury.