Pani Gilowska, nasza boska minister finansów, o podwyżkach dla lekarzy jebnęła dzisiaj jak łysy grzywką o kant kuli:
Państwa na to nie stać, to byłoby związane z groźbą rozrzutności.
I to powiedziała kobieta pracująca dla rządu, który zaraz po objęciu stołków przyznał sobie podwyżki, po jakimś czasie nagrody nie wiem za co, po jakiegoś księdza wysyła rządową limuzynę, na wesele partyjnego kolegi daje złużbowego busa i BOR’owców, dla prezydenta do Francji wysyła jego “ulubiony” opancerzony samochód do przejechania 800 metrów (bo przecież Francuzi swoich limuzyn nie mają), Ministerstwo Rolnictwa zatrudnia 11 doradców, gdzie każdy z nich zarabia średnio po conajmniej 4000 zł netto miesięcznie, hojnie dorzuca się do budowy jakiegoś kolejnego kościoła (na kwotę 20 mln zł o ile pamiętam) itd. itd.
Można tak sypać przykładami “taniego państwa” jak z rękawa, a ludzie nadal będą ślepi, nic nie zakumają i będą wierzyć w bzdury gadane przez dyrcia Jarcia w TV. Czy nazwanie tego ciemnotą jest odpowiednie?
Recent Comments