W ostatnią niedzielę postanowiliśmy się wybrać do Fota Wildlife Park w Cork na południu Irlandii. Jest to swego rodzaju ogród zoologiczny. Różnica polega jednak na tym, że spora część zwierząt biega luzem. Można je dotnkąć pogłaskać, porobić sobie zdjęcia lub po prostu poganiać za nimi, jak to robiła większość dzieci.
Wyjazd zaczęliśmy od zatrzymania przez policję za przekroczenie prędkości. Pan gardzista był bardzo miły, grzeczny i uprzejmy (w przeciwieństwie do większości polskich policjantów). Dostałem cały wykład na temat bezpieczeństwa mojego dziecka i na szczęście zostałem puszczony z pouczeniem i ostrzeżeniem, żeby uważać bo mandat, który kosztowałby mnie w Dublinie 80 euro, w Cork kosztuje 600. Nie wiem ile w tym prawdy, ale na wszelki wypadek się pilnowałem.
Wracając do tematu parku, oczywiście nie zobaczycie tam biegających między ludźmi lampartów czy innych zwierząt, które mogą was nabić na rogi lub zjeść, ale na braki też nie można narzekać. Wałęsają się lamy, gdzieniegdzie pingwiny i kilka zwierząt australijskich, których nazw nie pamiętam. Najwięcej jest ptaków, różnych kolorowych gęsi japońskich, które wiały przed ganiającymi je dziećmi, no i obowiązkowo pawii.
Lemury grzały swoje tyłki na dachu sklepu z pamiątkami, bo w sumie najcieplej jeszcze nie jest, a kangury chowały się po krzakach przed dziećmi, które w liczbie małej armii potrafią zamęczyć każde zwierzę. Jednak największą atrakcją były cheetah wypuszczane na wybieg codziennie o 16:00. Te śliczne kotki potrafią się rozpędzić do 120km/h w 3 sekundy, więc muszą się codziennie wyhasać. Przychodzi opiekun, zawiesza świerzo ubitego króliczka na wyciągu, a kotki za nim biegają póki go nie złapią. Gdy już go dopadną to mają wyżerkę. Niezły widok.
Po parku udaliśmy się do Cork coś zjeść i napić się kawy, mama z Alą oczywiście obowiązkowo na zakupy. Probowałem się skontaktować ze znajomymi w Cork, niestety jak na złość całkiem zdechł mi telefon, a Ala nie miała numerów w swoim telefonie. Gdy kobiety biegały po sklepach, ja postanowiłem sie poszwędać po jednej z głównych ulic mając nadzieję, że spotkam jakąś znajomą gębę, ale niestety się nie udało. Może następnym razem będę bardziej przewidujący i naładuję telefon, albo jeszcze lepiej, uprzedzę wcześniej, że przyjeżdżamy.



















Ostatnie Komentarze