Jeżeli ktoś jest przyzwyczajony do profesjonalizmu, a sam jest zorganizowanym perfekcjonistą, to praca z przeciętnymi Irlandczykami potrafi wpędzić go do grobu, a przynajmniej skutecznie zniechęcić do jakichkolwiek kontaktów poza tymi obowiązkowymi w pracy.
Otrzymałem email od klienta, w którym prosi o zmianę sloganu w projekcie. Błacha sprawa, pięć minut roboty, otworze tylko plik PSD, zmienie tekst i zapisze. Nic prostszego. Otwieram jednak stronę klienta i widzę, że wersja online jest zupełnie inna od tego co zaprojektowałem. Myślę sobie “nie ma problemu, pewnie nasz drugi grafik zrobił zmiany i klient to klepnął”. Właże na serwer z projektem i widzę, że PSD’ka z tymi zmianami tam nie ma. Może koleś zapisał to sobie lokalnie na swoim kompie, więc go pytam:
- Gdzie jest ten plik PSD z tym projektem?
- A nie zapisałem.
- Jak to nie zapisałeś?
- To były małe zmiany, tylko tło inne, nie warto było zapisywać.
- Jak to nie warto? O czym ty mówisz? Przecież cały wygląd tej strony jest zupełnie inny!
- No co ty? Przecież to tylko tło i logo.
- Ślepy jesteś? Inne tło, kolory, czcionki, logo, fotki, wszystko inne!
Zbaraniałem, gdy usłyszałem w odpowiedzi “Wiesz co? Zostaw to jak ci się nie chce tego robić, to ja to później zrobie”. Siedziałem z otwartą gębą przez chwilę, bo nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć. Jestem przyzwyczajony do tego, że każda zmiana w projekcie, nawet ta najmniejsza jest zapisana właśnie po to, żeby później nie mieć problemów z następnymi zmianami. Mój kolega Irlandczyk odebrał to jednak jako moje przypieprzanie się o coś zupełnie nieistotnego i nie wartego jego cennego czasu.
A może faktycznie to je jestem jakiś inny? Chorobliwy perfecjonista, który musi mieć wszystko co do pixelka, warstwy w pliku PSD musi mieć pogrupowane w sety, a nazwy plików muszą mieć jakiś logiczny sens. Przecież mogę trzymać taki sam burdel jak kupa innych grafików i powiedzieć, że jest to artystyczny nieład.

















Ostatnie Komentarze