Kończy się urlop macierzyńki Ali i we wtorek musi wrócić do pracy. Na szczęście (dla Amelii, nie dla mnie) przyjeżdża moja mama na trzy tygodnie, a zaraz po niej (znów na szczęście dla Amelii, bo nie Ali) przyjeżdża Ali mama. Niestety później zostaniemy sami, więc musieliśmy znaleźć opiekunkę dla dziecka. Jak się okazało, nie jest to takie łatwe.
Nasuwa się myślenie – jest kryzys, dużo osób straciło pracę, napewno będzie sporo chętnych i będzie w czym wybierać, prawda? Nieprawda! Wystawiliśmy ogłoszenie w internecie i czekaliśmy. W ciągu pierwszego tygodnia zadzwoniły raptem cztery osoby, z czego nadawała się jedna. Pomyśleliśmy “OK, może nie taka treść, zmieńmy ją trochę i zamieśćmy ogłoszenie jeszcze raz”. Tym razem było lepiej, kandydatek nieco więcej, ale to co się nasłuchaliśmy na rozmowach lub przez telefon, to nie wiedzieliśmy czasem czy się śmiać czy płakać.
- Kandydatki kompletnie nie czytają treści ogłoszenia.
Byliśmy szczerzy w ogłoszeniu. Napisaliśmy o dniach pracy, godzinach pracy, stawkach, ile miesięcy ma dziecko, od kiedy jest praca i na ile czasu. Jedyne co potencjalne nianie czytają to nagłówek o treści “Poszukiwana opiekunka”, po czym łapią za słuchawkę i dzwonią. Po chwili następuje wielkie rozczarowanie: “To ta praca od maja jest? Ja myślałam, że od zaraz” lub “Myślałam, że to na pełny etat” lub jeszcze “Tylko cztery miesiące? Myślałam, że conajmniej rok”. Drogie panie! Przestańcie myśleć, bo to najlepiej wam nie wychodzi, a zacznijcie czytać! Zaoszczędziłybyście czasu i sobie i nam. - Doświadczenie jako matka.
Na rozmowach zawsze padało pytanie “Jakie ma Pani doświadczenie w zajmowaniu się dziećmi?”. I tu najczęściej padała odpowiedź “Sama wychowałam trójkę dzieci, więc mam spore doświadczenie”. Ciągneliśmy to pytając “A inne dzieci? Ma pani jakieś referencje, albo ktoś coś może o Pani powiedzieć?”, na co panie często lekko już obruszone parskały “A to nie wystarczy? Trójkę dzieci odchowałam!”. Drogie panie. Chwała Wam za to, że jesteście matkami i odchowałyście małą armię, ale skąd my mamy wiedzieć jakimi jesteście matkami? Może tłukłyście swoje dzieci kijem lub je głodziłyście zamykając za karę w komórce pod schodami. Poza tym wychowałyście ten dzieci 30 lat temu! Trochę inna era, a i doświadczenie, według nas, nieco zanika, choć jestem pewien, że macie zupełnie odmienne zdanie w tej kwestii. - Jak się uprę to mogę nie palić cały dzień.
Nie umieszczaliśmy tego wymogu w ogłoszeniu, bo wydawało nam się to aż nazbyt oczywiste, że opiekunka dla dziecka MUSI być osobą niepalącą! Najwyraźniej nasze kandydatki uważają inaczej. Jak dla mnie mogą panie nie palić i tydzień. Wasza skóra śmierdzi! Wasze ciuchy śmierdzą! Wasz oddech śmierdzi! A ja nie chce, żeby moje dziecko musiało to wąchać. Do tego dochodzi zdenerwowanie jakie odczuwa wasz organizm z powodu braku nikotyny, a tego też dla swojej córki nie chcę! - Czasem wyjdę do ogrodu zapalić.
Poważnie? Naprawdę jest pani aż tak tępa? Nie dość, że chce pani zostawić nasze dziecko bez opieki, bo jest pani w tym czasie na papierosku lub chce mi pani przeziębić dziecko przeciągami w domu otwierając co jakiś czas drzwi do ogrodu, to jeszcze chce pani swoje śmierdzące niedopałki petów zostawiać w naszym ogrodzie? Poważnie? - Mieszkam na drugim końcu miasta.
Panie potencjalne nianie albo dopiero się przeprowadziły do Dublina, albo są aż tak naiwne, że wydaje im się, że z drugiego końca miasta będą tu zawsze na czas. Dla waszej informacji, korki w Dublinie są wszędzie. Absolutnie wszędzie! Temu miastu grozi paraliż komunikacyjny, a rozkłady jazdy autobusów wiszą chyba tylko dla ozdoby. Nie możmy sobie pozwolić na spóźnienia opiekunki bo również spieszymy się do pracy. Poza tym nie chcemy zamęczać ludzi długimi dojazdami bo zdajemy sobie sprawę, że za te pieniądze nie warto. - Mąż mi kazał przyjść.
Po wyjściu tej pani parsknęliśmy śmiechem. Nie byliśmy pewni, czy to nie była podpucha, bo nie mogliśmy uwierzyć, że może się znaleźć aż tak zła kandydatka. Na nasze ogłoszenie odpowiedział jej mąż i bardzo nalegał na spotkanie. Gdy się w końcu zgodziliśmy, to przyjechali oboje. Ona się prawie słowem nie odezwała i prawie wszystko mówił za nią mąż. Zebrała do kupy wszystkie wady. które wymieniłem wcześniej:
- Ma pani doświadczenie z dziećmi?
- Sama wychowała trójkę – odpowiedział jej mąż.
- Jakieś inne doświadczenie z dziećmi?
- Nie
- Pali pani?
- Tak, ale mogę nie palić cały dzień.
- Gdzie Państwo mieszkają?
- W Blanchardstown (drugi koniec miasta).
- Przecież to 2 godziny jazdy stąd!
- Nie ważne, poradzi sobie – znów odpowiedział mąż.
Kandydatka prawie ani be, ani me, mąż decyduje za nią, zero doświadczenia, pali szlugi i mieszka na drugim końcu miasta. Nic sobą nie reprezentowała a jej mąż próbował na nas jeszcze wymusić większą płacę, w której zawierałyby się zwroty za dojazdy, czyli koszt sieciówki i dodatek do jedzenia, bo ona chciała przychodzić ze swoimi kanapkami. - Mam własne swoje dziecko i chętnie zaopiekuję się też waszym.
Ta kategoria jest niestety trochę boląca dla nas, bo trafiła nam się świetna kandydatka z doświadczeniem, wykształceniem pedagogicznym. Inteligentna, miła i bardzo ciepła osoba, która wykazała się dużym zainteresowaniem do Amelki i prawie od drzwi zaczęła do niej gadać i się z nią bawić. Gdyby nie fakt, że ma również córkę niewiele starszą od naszej to byśmy ją zatrudnili bez wahania. Lecz niestety zaczęły się nasuwać wątpliwości – co będzie jak obie zaczną już chodzi i trzeba będzie je upilnować? Jak będą wyglądały spacery? Nie mamy podwójnego wózka, a 2 wózków pchać się nie da. Takie i inne podobne pytania spowodowały, że się na tą panią nie zdecydowaliśmy i jest nam z tego powodu strasznie przykro.
Jednak po tych wszystkich niewypałach udało nam się znaleźć opiekunkę, która spełnia większość naszych wymagań. Jest miłą panią w wieku naszych mam, bardzo otwartą i ciepłą osobą. Musi dojeżdżać autobusem, ale nie aż z tak daleka, więc nie powinna się spóźniać. Jest słowna i oddzwania na telefony (nie tak jak inne niektóre kandydatki), a do tego Amelka wydawała się ją lubić, była u niej na rękach, uśmiechała się do niej i była zadowolona. Miejmy nadzieję, że i my będziemy. Czeka nas jeszcze dzień testowy, żebyśmy mogli sprawdzić jak sobie radzi z karmieniem, przewijaniem i myciem, a do tego Amelia musi się do niej przyzwyczaić. Życzcie nam powodzenia!

















Ostatnie Komentarze