Trafił mi się klient, który zarzyczył sobie stronę o ochronie środowiska. Dokładniej o grupie ludzi, która tą ochroną się zajmuje. Strona miała zachęcać innych do przyłączenia się do nich. Powiedział przy tym, że podobają mu się strony z rysowanymi obrazkami, jak kreskówki. Podał nawet przykład. Ucieszony, że fajny temat i do tego grafika jaką lubię, ochoczo przystąpiłem do pracy.
Nasmarowałem projekt, pozytywny, kolorowy, tętniący życiem i zachęcający do czytania. Dumny z jego wyglądu wysłałem klientowi. Nie liczyłem na gwiazdkę z nieba, że klient się od razu zakocha i zaakceptuje projekt jak jest, ale przynajmniej, że mu się podoba i będą jakieś małe zmiany. Przyznaję, że nieco mnie szlag trafił, gdy w mailu od niego przeczytałem “Projekt jest za bardzo kreskówkowy, chodziło nam bardziej o rysunki botaniczne, bardziej prawdziwe, takie jak w książkach do biologii i botaniki”.
Znalazłem obrazki takie, o które mu chodziło i naniosłem wszelkiem zmiany. Projekt oczywiście zrobił się mało kolorowym bury, nijaki i po prostu nudny. Klientowi oczywiście się podobał, ale… w tle było za mało obrazków z roślinkami. Do tego już się nie podobał kolor tła, czcionka, kolory nagłówków itp. Znów wprowadziłem wszystkie zmiany starając się jakimś cudem jeszcze uratować ten projekt, żeby nie wyglądał jak kompletna kupa. Ponownie wysłałem klientowi do wglądu.
I teraz finał!
Klient z projektu bardzo zadowolony, to jest mniej więcej to o co mu chodziło, ale ma tylko jedną uwagę:
“Rośliny na obrazkach nie są gatunkami rodzimymi w Irlandii, więc nie może być np. słonecznika. Jeśli chcecie, to mogę Wam podesłać listę gatunków rodzimych, żebyście mogli znaleźć odpowiednie ilustracje”.

















Ostatnie Komentarze