Wczoraj udało mi się wreszcie sprzedać radio z mojego poprzeniego samochodu. Jak zwykle w takich przypadkach bywa, sporo straciłem przez to, że ceny sprzętu lecą w dół. Radio było w oryginalnym opakowaniu, z oryginalnymi kablami, instrukcją, a nawet gwarancją. Kupiec nie dość, że spóźnił się na spotkanie pół godziny, to po jakimś czasie zaczął mnie atakować SMS’ami, że w opakowaniu brakuje kabla ISO.
Trochę wydało mi się to dziwne, bo byłem pewien, że wszystko jest w komplecie. Może się mylę, może nie wyciągnąłem ze starego samochodu wymontowując radio. Jestem uczciwym człowiekiem, więc odpisałem kolesiowi, że jeśli nie chce odtwarzacza, to spotkamy się ponownie i mu oddam pieniądze. Nie odpisał mi, czy chce zwrotu czy nie, za to zaczął mi wypisywać jaki to ten kabel drogi, że on teraz będzie musiał wydać kupę kasy, bo w Halfords (sklep samochodowy) to kosztuje aż 60 euro.
Wydało mi się to kompletną bzdurą, bo jak dla mnie kawałek kabla z wtyczką nie może być aż tak drogi. Z drugiej jednak strony, sklepy w Irlandii doją klienta jak się da, bo ta banda frajerów nie jest nauczona szukać gdzie taniej, a tym bardziej sprawdzać w Internecie, co też sam uczyniłem. Sprawdziłem ceny na eBay i odpisałem mojemu kupcowi “Kabel ISO na eBay kosztuje dokładnie 1,08 euro + przesyłka, czyli łącznie max 5 euro” i powtórzyłem, że jeśli nie chce radia, to niech odda, a ja mu zwrócę kasę. Więcej się nie odezwał.
Jak widać Irlandczycy potrafią tak samo cwaniakować jak Polacy. Chyba tylko jeszcze nie wiedzą, że do kombinatorstwa jesteśmy przezwyczajeni od dziecka.

















Ostatnie Komentarze