Kilka dni temu zakupiłem ślicznego błyszczącego Volkswagena Passata z 2004 roku z silnikiem 1.9TDI. Wielki, wygodny, w miarę nowy, jeździ jak złoto. Kupując go oglądałem i sprawdzałem na wszelkie sposoby, czy aby napewno auto jest całe i sprawne, nic mu nie brakuje i facet w komisie nie chce mnie oszukać. Przecież to norma, prawda? Owszem, norma, tyle że polska norma.
Nikt mnie nie wykiwał ani okantował, a samochód pracuje cudnie. Niestety parkując gdziekolwiek poza miejscami strzeżonymi, za każdym razem powraca fala nabawionej się w Polsce przez lata chorej mentalności, że zaraz mi ten samochód ktoś buchnie. Pomimo alarmu, systemu przeciw-włamaniowego itp. odchodząc od auta muszę sobie powtarzać w głowie “nie ukradną, nie ukradną”. Nawet odwiedzający właśnie mnie kumpel powiedział, że ten Passat mu się podoba, ale w Polsce by go nie kupił, bo za łakomy kąsek dla złodziei.
Po Irlandii jeżdżą tysiące nowych samochodów, ludzie parkują je przed domami, blokami, na zwykłych parkingach czy ulicy i się nie boją, że to auto zniknie w sekund pięć. Dlaczego więc ja się boję? Bo jestem Polakiem, bo wychowałem się w Polsce. Dziękuję zatem polskiemu społeczeństwu za wpojenie mi zasad, że samochody są ciągle kradzione, a każdy kto chce mi sprzedać samochód napewno jest kombinatorem z piekła rodem i wciśnie mi niesprawny bubel.

















Ostatnie Komentarze