We wtorek byliśmy w kinie na nowym filmie z Liamem Neesonem pt. “Taken“. Współautorem scenariusza jest Luc Besson, więc film typowo rozrywkowy, totalna rozpierducha, kupa akcji. I tak ma być. Tym sie nie zawiodłem. To co zwróciło moją uwagę, to dwie sceny, na których dosłownie parsknąłem śmiechem.
Pierwsza z nich, gdy główny bohater, ojciec uprowadzonej, którego gra Liam Neeson, nagrywa na dyktafon swoją rozmowę telefoniczną z porywaczem. Następnie przesyła próbkę dźwięku swojemu kumplowi - specowi, a ten po chwili mówi mu dokładnie kim jest ta osoba! Podkreślę jeszcze raz - rozmowa z telefonu! Obaj musieli mieć naprawdę nie lada wypasiony sprzęcior skoro dało się zidentyfikować po tym rozmówcę.
Druga scena, która mnie rozwaliła. Uprowadzona córka, która w tym filmie jest typową tępą Amerykanką zachowującą się conajmniej jakby miała zespół Down’a i ADHD w jednym, przyjeżdża do Paryża kompletnie bez języka. Jednym z jej celów jest dopiero poduczenie się go. Jednak gdy przychodzi do sceny a aukcją, licytator mówi o niej “włada językiem angielskim i francuskim” (!!!). Laska jest w Paryżu dopiero trzy dni i już włada francuskim! To jakiś niesamowity geniusz musi być!
No to tyle, jeśli chodzi o kretynizmy amerykańskich filmów. Ogólnie film całkiem dobry, rozrywkowy, ale zdecydowanie na jeden raz i nie dający raczej wiele do myślenia po obejrzeniu. Oceniłbym go na 3.5 z 5.











