Wczoraj zostałem namówiony na wyjście do kina na nieco babski film “27 Sukienek“. Zdecydowana większość widowni zapełniona była przez kobietki. Obok mnie zasiadła, 15 minut spóźniona, jakaś tleniona lafirynda ze swoim “menem”. Nie raczyła się nawet rozebrać ze swojej, oczywiście, białej kurteczki z futerkiem i… zadzwoniła sobie do koleżanki.

Później calutki film siedziała i napierdalała SMS’ami do swoich znajomych, waląc mi oczywiście światłem komórki prosto w oczy. Ogólnie to chyba nigdy w życiu w kinie nie widziałem tylu świecących się telefonów. Może dlatego, że zazwyczaj nie chodzę do kina na tego typu filmy. Nie było rzędu, żeby ktoś nie klepał wiadomości.

Ale to podobno faceci robią bydło i nie umieją się zachować, prawda?