Wyszedłem dzisiaj z domu w naprawdę dobrym humorze, wsiadłem do samochodu, odpaliłem jakąś muzyczkę i było OK. Nigdy nie miałem problemu z wyjeżdżaniem z parkingu i włączaniem się do ruchu, bo tuż obok domu jest skrzyżowanie ze światłami, więc zawsze ktoś zrobi miejsce i wpuści. Dzisiaj jednak było inczej.
Podjechałem do ulicy, nie było miejsca, więc spokojnie poczekałem na zmianę świateł. Światła się zmieniły wszyscy ruszyli, to sobie dalej spokojnie czekam, aż zmieni się na czerwone, żeby wszyscy się zatrzymali i ktoś mnie wpuścił. Światła miałem zapalone, kierunkowskazem mrygam, więc widać mnie ze sporej odległości. Ale co się dzieje? Podjeżdza sobie koleś, widzi mnie, ale ma to kompletnie w dupie i zatrzymuje się centralnie przede moją maską! Nie zdziwiłoby mnie to gdyby koleś prowadził mercedesa, bo oni tak lubią. Ale ten koleś to był zwykły robol jadący starą hondą accord na budowę (tak wnioskuję po nieogolonej mordzie i brudnych ciuchach).
Mrygnąłem mu światłami, żeby się ruszył bo z obu stron miał kupę miejsca. Koleś nic, kompletny ignor. Zatrąbiłem. Dalej nic, nawet się nie spojrzał. No to otworzyłem okno i krzyknąłem, żeby użył nieco swojej wyobraźni. I tak od słowa do słowa i co się okazuje? Że oczywiście… Polak. Jakże by inaczej!
Ja rozumiem, że w naszym rodzimym kraju większość jeździ jak chamy, zachowują się jak ostatnie buraki na ulicach (bo skoro inni tak robią, to ja też), ale proszę bardzo naszych drogich rodaków na obczyźnie. Nie przywoźcie tego ze sobą tutaj. Czy my naprawdę musimy być postrzegani jak naród prostaków? Może Irlandczycy nie są najlepszymi kierowcami na świecie, ale są przynajmniej uprzejmi i wiedzą jak się ładnie zachować na drodze.
















Ostatnie Komentarze