Dzisiaj miałem wreszcie przyjemność zaprojektowania stronki dla klienta z ładnym logiem w normalnych kolorach. Przy okazji poruszyłem z Lechem temat projektowania logosów. Nawet nie zlicze ile razy dostałem straszną kupę nie nadającą się kompletnie do niczego. Postanowiłem podzielić te kupy na 3 kategorie.

1. Sam to zaprojektowałem

Kilka jak nie kilkadziesiąt razy przylazł do mnie klient pokazując z nieukrywaną dumą swoje “dzieło”. Sam to zaprojektował i zapewne spędził nad tym ładnych kilka godzin dobierając zarówno czcionkę, formę, jakiś symbol, no i oczywiście kolor! A tak na serio to zazwyczaj jest to pierdolnięty (inaczej nie mogę tego ująć) w MS Word napis czcionkką Times New Roman, czarnym kolorem lub żarówiasto niebieskim czy też krwisto czerwonym. Oczywiście standardowym tłumaczeniem tego jest “bo ma się rzucać w oczy”. Otóż nie! Nie ma! To jest logo, a nie cholerny billboard na ulicy!

2. Córka mi to zaprojektowała

Kolejny przykład radosnej twórczości rodzinnej. Sam napis to przecież może być za mało na logo, więc tatuś posiadający dobrze prosperującą firmą, ale żydzący wybitnie kilku złotych na logo, postanawia poprosić o pomoc córkę/syna/żonę (niepotrzebne skreślić). Córka np. miała w szkole informatykę, więc wie jak obsłużyć komputer i smaruje to w Paintcie. Widziałem też techniki skanowania rysunków zrobionych kredkami lub całych malowideł zrobionych farbkami. Ale to już następna kategoria.

3. Wybitny artysta plastyk mi to zaprojektował

Nie daj Boże jakiś znany “artysta plastyk” im to zaprojektuje, jakiś koleś co bohomazy odpierdala na strychu i w życiu nie zajmował się grafiką komercyjną, że o zasadach projektowania logosów już nie wspomnę. Zasad ogólnie ta sama co w przypadku dzieci i żon: farbki, kawał papieru i jazda! Chciałbym później być przy rozmowie takiego typa z drukarnią, gdy zamawia wizytówki albo tabliczkę na drzwi.

Po takich akcjach trzeba później tłumaczyć jak debilom dlaczego to się do niczego nie nadaje. No może nie do niczego, ale napewno nie nadaje się to na strony internetowe. Tu również może być kilka kategorii. Wymienię tylko 2 najbardziej wpieniające.

1. Logo pionowe

Złe bo albo trzeba zrobić cholernie wysoki nagłówek przez co powstaje na górze zazwyczaj wielka dziura, albo logo trzeba umieścić gdzieś z boku, żeby było w miarę chociaż czytelne. Z kwadratowymi logosami jest podobnie, ale już w mniejszym stopniu.

2. Logo pieczątka

Chyba najgorszy typ. Ogromny okrągły znaczek, a naokoło niego nazwa firmy. Najlepiej drobnym druczkiem, żeby zmieściło się wszystko łącznie z nazwiskami wspólników i adresem. Po wsadzeniu tego na stronkę następuje ciężkie zdziwienie, że ów napis jest nieczytelny. Zaczyna się marudzenie o powiększenie loga, w efekcie cały design strony jest zjebany bo cholerne logo zajmuje 30% powierzchni.

Jeśli macie więcej problemów z takimi przypadkami, to je opiszcie w komentarzach.

Następnym razem, proszę Was, drodzy klienci, poświęćcie te kilkaset złotych i zamówcie logo u profesjonalisty. Ale nie takiego po plastyku, czy artysty, tylko takiego co zajmuje się tym na codzień i ma o tym pojęcie. Oszczędzicie tym sobie i nam projektantom sporo nerwów.