…i po Świętach. Pierwszy raz spędziliśmy je poza domem rodzinnym. Na szczęście mieliśmy na miejscu kilkoro przyjaciół. Na Wigilię i pierwszy dzień Bożego Narodzenia pojechaliśmy do Maynooth, gdzie spędziliśmy bardzo miło czas z Grzesiem Świdrem, Anią, drugą Anią i jej mężem – również Grześkiem. Później dołączył do nas jeszcze ich współlokator Niall ze swoją strasznie rozbrykaną córką – Robin. Dzięki niej było naprawdę wesoło, jednak po kilku godzinach wchodzenia mi na głowę byłem już nieco zmęczony. Szatan nie dziecko!
Rano zjedliśmy razem śniadanie i trzeba było powoli się zbierać. Jakież było nasze zdziwienie, gdy się okazało, że w pierwszy dzień Świąt nie jeździ absolutnie NIC! Żadnych pociągów, autobusów ani taksówek. Ciekawe co robią rodzice, którzy nie mają samochodu lub już sobie wypili, a ich dziecko zaczyna boleć ząb. Wzywają ambulans? W końcu Grzesiek Ś. wpadł na genialny pomysł, że Polacy muszą pracować. Znaleźliśmy ogłoszenia drobne w dziale transport, zadzwoniliśmy i… faktycznie! Koleś się tylko spytał za ile ma być i był w ciągu 15 minut! Nie zdążyliśmy nawet wypić herbaty. Później się okazało, że po prostu blisko mieszkał. Wspaniale się jechało pustymi ulicami, szczególnie w centrum Dublina, co się raczej nie zdaża.
Między Świętami, a Sylwestrem połaziliśmy trochę po sklepach korzystając z talonów, które dostałem w firmie. Kupiliśmy kilka ciuszków i tyle. Było to dość trudne, bo wybór ciuchów w Dublinie jest wręcz żałosny. Szkoda tylko, że Ala musiała pracować podczas, gdy ja wszystkie te dni miałem wolne. Do tej pory mam jakieś dziwne poczucie winy przez to.
Sylwestra mieliśmy również spędzić w Maynooth, ale 2 dni przed zadzwoniła Gosia z Rafaelem (hiszpański narzeczony), że oni również są na miejscu i do nich przychodzi kilka osób, a że nas jest mnie, więc to my mamy dołączyć do nich. Tak też zrobiliśmy. Wybór był słuszny, bo impreza się naprawdę udała. Była masa pysznego jedzenia (Rafael jest genialnym kucharzem) i sporo alkoholu. Poznaliśmy nową współlokatorkę Gosi i Rafaela – Kasię, jej chłopaka Zakrenta (to nazwisko) i Czecha Pawła. Były nawet jakieś tańce i dużo dużo śmiechu.
Niestety piękne czasy już się skończyły i trzeba wrócić do szarej rzeczywistości.
powered by performancing firefox
















Ostatnie Komentarze