Marcin Banaszek

24.11.2006

Byliśmy w Polsce

Autor: Banan Kategoria: Życie

Tydzień temu w piątek polecieliśmy do Polski, żeby być na weselu naszych przyjaciół - Oli i Łukasza. Moi rodzice postanowili również przyjechać do Słupska, żeby się ze mna spotkać. W końcu nie widzieli mnie ładnych kilka miesięcy. Baliśmy się, że z lotniska w Gdańsku będziemy musieli jechać pociągiem. Na szczęście w ostatniej chwili zadzwoniła Gosia - siostra Ali, że jedzie po nas ich brat Tomek. Upiekło nam się.

W sobotę wielkie przygotowania do wesela. Głównie Ali przygotowania. Ja to jak zwykły facet, ogoliłem mordę, umyłem się, ubrałem i po wszystkim! Do kościoła zawiózł nas mój przyszły teściu, żebyśmy się nie uświnili w paskudną pogodę. Rozpoczęła się ceremonia i jak to w kościele bywa, nuda na maxa! Co jakiś czas mieliśmy tylko z księdza ubaw, który brzydko mówiąc pieprzył takie farmazony jakich nigdy nie słyszałem! Mistrzowskie było gadanie o kłótniach:

“Wiem, że w życiu małżeńskim nie jest odealnie, że są sprzeczki i kłótnie. To normalne. Tym bardziej jak pojawia się w związku ta trzecia osoba”

W tym momencie spojrzeliśmy się na siebie jak idioci i zaczęliśmy się zastanawiać, czy on naprawdę mówi o trzeciej osobie w sensie zdrady, czy tylko nam się tak to skojarzyło. Okazało się, że wszystkim, a księdzu po prostu chodziło o dziecko!

Potem już wesele, na którym conajmniej do północy musiałem jakoś znieść tylko i wyłącznie dico-polo, bo… ciotki tak chciały. Czemu nigdy nikt o młodych ludziach nie myśli na weselu tylko zawsze o starych ciotkach? Na szczęście humor poprawiało doskonałe jedzenie no i wóda. Po północy muzyka już była nieco bardziej urozmaiconam, więc czasem było też przy czym potańczyć. Muszę przyznać, że wodzirej, czy jak kto woli prowadzący był naprawdę świetny! Gościu potrafił rozśmieszyć ludzi, a jego mina pozostawała grobowa. I o to chodzi. Było sporo konkursów, sam wygrałem flaszkę. Na szczęście dużo nie wypiłem, więc rano nie umierałem.

Na drugi dzień były poprawiny, na którym urządzono Karaoke! Moim zdaniem doskonały pomysł! Sam wziąłem w tym udział, a byłem trzeźwy. Szkoda tylko, że tak mało ludzi śpiewało i z braku chętnych trzeba było to zakończyć. Jak widać Polacy nadal sami z siebie nie potrafią się śmiać. Szkoda.

Następnego dnia odwiedziliśmy moją babcię i Ali brata. Oboje mieszkają w Koszalinie, więc było blisko. Z naszej wizyty chyba najbardziej cieszyła się babcia, bo on najrzadziej ma okzazję teraz nas widzieć. Było bardzo przyjemnie, a cała wizyta w Polsce naprawdę dobrze nam zrobiła.

Szkoda było wylatywać, no ale cóż, znów trzeba do roboty. W drodze powrotnej przez fatalną pogodę mieliśmy sporo turbulencji, więc na zmiane z Alą zmienialiśmy kolory w samolocie, ale jakoś dolecieliśmy bez problemów. Przez cholerne autobusy więcej nam zajęła droga z lotniska do domu niż z Polski do Irlandii.

No to tyle sprawozdania.

1 komentarz

1 | Ra_Dzik

24.11.2006, 21:23

Avatar

No w życiu nie uwierzę, że po północy zacząła Ci się podobać muzyka i wodzirej ;-) i to tak na trzeźwo, he he he bajerować to my a nie nas :-) A skoro wygrałeś karaoke, a co najważniejsze szanowna Babcia jest zadowolona (hehehe) no to musiałeś się nieźle bawić ;-) No tak czy siak sam widzisz że ten kraj choć jest przewrotny, to fajny i potrzebuję bardzo grafików zdolnych, choć leniwych.

Noo fajowo to napisałeś, uśmiałem się weekendowo, poprawiłeś nastój, więc również weekendowo pozdrawiam.

R

Napisz komentarz

Ostatnie fotki

    The West ParkThe West ParkIlluminationThe Bank Restaurant and BarFoggy DewRobinUnder my windowI miss summer

O mnie

Jestem grafikiem komputerowym w jednej z wiodących irlandzkich firm w tej branży. Hobbystycznie zajmuję się photografią. Póki co szczęśliwie żonaty i bezdzietny.