No może nie tak do końca ostatnie, ale wcześniej o nich nie pisałem. Sorry, że nie ma tym razem jakiejś ładnej fotki obok, ale nie miałem na to czasu. Pierwszy nius to taki, że się przeprowadziliśmy. Mamy teraz zwykłe mieszkanie, nie domek i bez ładnego ogródka, ale za to mieszkamy zupełnie sami, mamy swoje zasady itp. Dzielnica jest bardzo fajna, bo w sumie wszędzie blisko, a i małych sklepów dookoła też sporo, więc nie musimy popieprzać nie wiadomo gdzie po zakupy. Do tego zaraz za rogiem mamy polski sklep, więc i produkty normalne, a nie jakieś irlandzkie wynalazki. Minusem są niestety dojazdy do pracy, ale jakoś idzie z tym przeżyć.
Drugi nius to taki, że Ala znalazła pracę. Po kilku rozmowach kwalifikacyjnych dostała pracę w jednym z minimarktów. Dużym plusem tego miejsca jest wyglądające na w porządku szefostwo oraz stali klienci, bo w sumie jest to sklep bardziej osiedlowy. Płaca jest też trochę lepsza niż była w Dundrum Cinema. Tutaj też minusem są niestety dojazdy. Ala zaczyna pracę po weselu naszych znajomych, na które lecimy w najbliższy weekend. Będzie nadal szukać jakiejś lepszej pracy, ale ta praca przynajmniej daje jakieś zaczepienie, pieniądze, no i przede wszystkim nie będzie siedzieć w domu, bo od tego chyba każdy człowiek może zgłupieć.
Trzecim niusem jest mój awans ze zwykłego Web Designera na Lead Web Designer. Moje obowiązki zbytnio się nie zmienią. Różnicą będzie to, że roboty będę miał więcej i więcej upierdliwych klientów. Awans jest związany z odejściem dotychczasowego Lead Web Designera. Wyjeżdza sobie do Australii na kilka miesięcy albo dłużej. Z awansem wiąże się też jakaś podwyżka, ale jak duża to nie wiem. Pewnie 50 euro miesięcznie hehe. No zobaczymy.
To tyle niusów. Napiszcie czasem co u Was.
















Ostatnie Komentarze