Kurde, sorry, zaniedbuje się ostatnio strasznie. Staram się poprawić ale nie bardzo mi to wychodzi. To co opisze było aż 2 tygodnie temu. No trudno. Na drugi dzień po przyjeździe Ali do Dublina, wybraliśmy się wypożyczonym samochodem na wycieczkę za miasto. Postanowiliśmy zwiedzić Góry Wicklow, które są dość blisko Dublina.
Chwyciliśmy w łapę przewodnik, w którym ładnie i prosto było napisane, którędy jechać, żeby jak najwięcej zobaczyć (dzięki za przewodnik dla aktualnych i byłych pracowników home.pl). Przepraszam znów za brak konkretnych nazw, ale jak zwykle nie pamiętam. Najpierw po drodze zobaczyliśmy bardzo ładny dworek, który niestety był otwarty tylko w niedziele. Mogliśmy go sobie zobaczyć tylko od zewnątrz. Słynie on w Irlandii z najdłuższej elewacji frontowej i leży nad sztucznym jeziorem. To, że dodatkowo w około pasą się owce dodaje wszystkiemu fajnego klimatu.

Później pojachaliśmy wzdłuż jeziora przez wiochę o nazwie Holywood (hehe, w północnej Irlandii też jest taka). Pięliśmy się cały czas w górę, aż poczuliśmy w uszach, że naprawdę jesteśmy dość wysoko. Dojechaliśmy do przełęczy, gdzie był punkt widokowy. Same widoki były niesamowite, tym bardzie jak byliśmy na wysokości chmur (albo chmury były tak nisko). Napstrykaliśmy fotek i pojechaliśmy dalej. Trochę już niżej obejrzeliśmy ruiny najstarszego klasztoru w Irlandii, z ktorego wiele nie zostało oprócz dosłownie kilku ścian.

Niżej obejrzeliśmy stary klasztor Glendalough, a raczej pozostałości po kompleksie klasztorów. Położony jest między dwoma jeziorami w dolinie, więc widoki dookoła są naprawdę niezłe. Cholernie popularne miejsce do zwiedzania, wziąwszy po uwagę ilość zaparkowanych autokarów i samochodów. Ogólnie bardzo ładne miejsce warte zwiedzenia. Tym bardziej jak ktoś lubi klasztory i stare cmentarze.

Fotki jak zwykle do obejrzenia w Galerii.
















Ostatnie Komentarze