W marcu na podwórku przed moim blokiem jakiś koleś złapał kapcia. Później, również przed moim blokiem, gumę złapała laska, która przyjeżdża chyba w odwiedziny do matki. Niby nic dziwnego gdyby nie to, że w obu przypadkach zobaczyli te kapcie dopiero wtedy, gdy wyszli przed dom i chcieli gdzieś pojechać. W przypadku dziewczyny szybko wyszło na jaw, że nie złapała gumy, tylko to powietrze ktoś jej po prostu spuścił.
Około miesiąca temu zauważyłem, że zaczęło mi uchodzić powietrze z tylniego koła, a że i tak miałem jechać na wymianę oponek na letnie, to poprosiłem wulkanizatora o sprawdzenie tego. Okazało się, że w oponie był gwóźdź. Pomyślałem, że normalna sprawa, najechałem na gwóźdź, złapałem kapcia. Luzik. Aż do tej pory. Po zmianie oponek zaczęło mi uchodzić powietrze z przednich kół. Obu! Jednocześnie! Dzisiaj znów pojechałem do wulkanizatora, bo oponki na gwarancji, więc może to lepiej sprawdzić. W prawym kole został niemal natychmiast znaleziony wbity gwóźdź. Tak! Znowu gwóźdź i znowu na własnym podwórku! Pan wulkanizator zdjął też lewe koło i sprawdza, sprawdza, wsadza pod wodę, żeby zobaczyć gdzie to powietrze uchodzi, ale nic nie może znaleźć. Może wentyl? Nie, wentyl był w porządku. Koło do pomiaru i ciśnienie wychodzi zdecydowanie za niskie. Znowu pod wodę i… jest! Kolejny gwóźdź! Nawet ten pan stwierdził, że to raczej nikłe szanse, żebym złapał gwoździa w obu kołach tym bardziej, że oba gwożdzie były identyczne! Zbieg okoliczności? Mało prawdopodobne.
Mam w tej sprawie pewne podejrzenia. Jedno to dzieciaki chcące zrobić kawał, a drugie (co jest bardziej możliwe) to uczynna sąsiadka z parteru, której ciągle wszystko i wszyscy przeszkadzają, z samochodami przed oknem na czele. Pomyślałem o niej szczególnie przypominając sobie o poprzednich przypadkach “łapania gumy” na podwórku. Wszystkie te przypadki zdażyły się właśnie pod jej oknami. Kiedyś wyskoczyła do mnie z mordą:
Nie mógłby pan tej niebieskiej lampki (auto-alarm) wyłączać na noc? Bo ona mi w nocy po ścianach świeci i ja spać nie mogę!
Ta kobieta zalazła już chyba wszystkim sąsiadom za skórę. Jakiś rok temu zdzierała się na mnie, że drzwi do klatki trzymam otwarte, a jej zimno do domu leci. Tylko, że akurat wtedy wnosili mi meble do domu, więc otwarte drzwi raczej się przydają. Mistrzostwo świata jak dla mnie zdobył sąsiad, pan po pięćdziesiątce, który na kolejne babsztyla pretensje zareagował słowami:
Zdechłabyś wreszcie, a nie ludziom życie zatruwasz!
Biorąc to wszystko pod uwagę myślę, że moje podejrzenia mogą być słuszne. Może zamontowanie kamerki za oknem na dwie doby przyniosłoby jakieś rozwiązanie. Zobaczymy. Odpowiedzcie sami, czy te wszystkie historie z oponami złączone do kupy, mogą być zbiegiem okoliczności?
















Ostatnie Komentarze